Czy książka może zmienić życie? No nieee, sam fakt posiadania książki na pewno nie. No chyba że na przykład użyjesz jej jako podkładki pod chwiejący się stolik to wtedy w jakimś stopniu Twoje życie się zmieni, no bo stolik przestanie się chwiać, prawda?

Pamiętam, że miałam kiedyś chłopaka, który powiedział mi, że lubi książki bo właśnie lubi je dlatego, że coś tam sobie nimi podpiera, nie pamiętam. Pamiętam tylko moje ogromne rozczarowanie, po tej wizji „lubi książki” … do podpierania. Śmieszna historia. No chłopak nie był moim chłopakiem jakoś w sumie dość szybko. Może dlatego, że używał książek nie właściwie z ich przeznaczeniem, a może nie, kto wie?!

W każdym bądź razie chciałam Ci dzisiaj napisać o 3 książkach, a przerobiłam ich trochę więcej przez cały miniony rok, które wywarły na mnie największą … zmianę. No bo wiesz wrażenie to takie jest górnolotne. Jest wrażenie i ciach, wrażenie mija. A zmiana? A zmiana zostaje, jak się dobrze postarasz to nawet na zawsze. O to właśnie chodzi w całym tym nie pseudo rozwoju, żeby nie tylko wiedzieć, ale też używać tego, co się wie. Niby proste, ale w większości przypadków jednak kończymy na „tak, tak ja to wiem”. Czasem obserwując znajomych rodziców, którzy bardzo są zaangażowani właśnie w rozwój i się bardzo rozwijają to się zastanawiam dlaczego tak to wygląda, że ten rozwój jednak zostaje gdzieś poza codziennym funkcjonowaniem, po tym jak słyszę jak się odzywają do swoich dzieci. Nie moja sprawa, jasne. Tylko sobie tutaj tak stwierdzam fakt bez lukru, że to że czytamy i w ogóle słuchamy może wcale ani ani trochę nie mieć przełożenia na naszą rzeczywistość. A jednak fajnie, żeby miało no nie?

Książki są w kolejności przypadkowej tutaj, ale wybór 3 takich najważniejszych dla mnie nie był na serio łatwy. 2 z nich się zwyczajnie przerabia i to nie jest wcale łatwe zadawać sobie pytania, zwłaszcza trudne, a jeszcze trudniejsze jest konfrontowanie się z prawdą o sobie.

W PUŁAPCE MYŚLI. Jak skutecznie poradzić sobie z depresją, stresem i lękiem.

No generalnie z tym tłumaczeniem trochę dali czadu. Oryginalny tytuł brzmi bardziej zachęcająco: Get out of your mind and into your life. I pewnie gdyby nie to, że usłyszałam o tej książce i w ogóle o terapii ACT, na której książka się zasadza to ten tytuł by mnie raczej nie przekonał.

Ale warto, oj jak bardzo warto to ja nie wiem czy to się da jakoś opisać. Pomimo tego, że jestem w procesie terapeutycznym od czerwca to nie przestałam lubić książek rozwojowych (nie mylić z pseudo możesz wszystko rozwojem) i powiem Ci nawet, że często podczas sesji przerabiamy coś, co właśnie sobie radośnie odkryłam w tejże książce. I to się wspaniale jedno z drugim wspiera. To tak jakbym szła do celu sobie na piechotę, ale czasem kawałek drogi podjechałabym tramwajem albo na przykład limuzyną.

Ta książka jest ogólnie trudna i jeśli nie masz w sobie chęci odkrycia prawdy o sobie, jakiejś części – wiadomo, bo odkrywanie całej prawdy zabiera sporo czasu i w ogóle robienia ćwiczeń to lepiej jej nie kupuj, bo tych ćwiczeń jest bardzo dużo.

Cała książka traktuje o tym, że dużo czasu spędzamy w swoich głowach, nie będąc tak naprawdę w tym co robimy. Ja na przykład teraz kiedy piszę jestem totalnie skupiona na pisaniu, czyli jestem tutaj i teraz kiedy to piszę. Ale jak rano myję zęby to jestem w wielu różnych miejscach i prowadzę do siebie dialog. Często taki, który niestety nie wspiera. I pierwszy, najpierwsiejszy krok jest taki, żeby w ogóle zacząć zauważać.

Wszystkie ćwiczenia pomagają zrozumieć siebie i mechanizmy, które się w naszej głowie toczą. I tak książka na tym właśnie polega, co pięknie obrazuje jej fragment:

„Możesz mówić o tym, czego chcesz, jeśli jednak nie zaczniesz działać, twoje życie nigdy nie nabierze żywotności. To, co zgłębialiśmy w tej książce, jest ważne, jeszcze ważniejsze jest jednak, co ty z tym zrobisz. Jeśli wiesz, dokąd chcesz iść, ale tam nie idziesz, to posiadanie tej wiedzy niemal niczego nie zmienia. Terapia akceptacji i zaangażowania w całości polega na działaniu. Aby dokonać zmian w swoim życiu, musisz działać.”

Jedno działanie, które wdrożyłam do swojego życia na 100%:

wracanie do teraz, do tego co naprawdę dzieje się we mnie, czucie wszystkimi zmysłami chwili obecnej – tak często jak tylko sobie przypomnę, im częściej praktykuję, tym częściej pamiętam.

NOWA PSYCHOLOGIA SUKCESU Nastawienie na rozwój to gwarancja sukcesu

Z oryginalnego tytułu zabrakło słowa MINDSET, które kurczę jest naprawdę kluczowe. Na początku myślałam, że to kolejna książka z serii: możesz wszystko osiągnąć, tylko musisz cisnąć do obsrania sobie pięt! I pewnie też bym po nią nie sięgnęła gdyby nie to, że usłyszałam o niej u Marie Forleo, która jest moim absolutnym, stąpającym mocno po ziemi guru rozwoju osobistego (której zresztą książka właśnie jest jedną z 3 najważniejszych dla mnie, ale o tym za chwilę).

Książka Caroll Dweck czyta się genialnie, kolejne strony po prostu same wpadają do głowy. Daje bardzo dużo do myślenia i bardzo zmieniła moją perspektywę na temat dążenia do celów. Bo o tym, że nastawienie to klucz wiedziałam, ale sposób w jaki zbadała to Dweck i jeszcze genialny, lekki sposób w jaki to opowiedziała uczyniły tę książkę w moich oczach obowiązkową lekturą, zwłaszcza dla rodziców i nauczycieli. Przeczytasz w niej o tym, że talent może stać się przekleństwem, przeczytasz o tym jak nastawienie zmienia losy wielkich firm w zależności od tego jakiego mają lidera i całą piękną masę historii o dzieciach, w które ktoś uwierzył i zaczęły osiągać sukcesy w nauce. Tego możemy się z tej książki nauczyć najbardziej, tego, że nasze dzieci potrzebują tego, żeby ktoś w nie wierzył, żeby ktoś traktował je na równi zamiast porównywać do Hani czy Franka.

Nauczysz się tez z tej książki w jaki sposób możesz pracować nad swoim nastawieniem, a potem to już wszystko w Twoich rękach.

EVERYTHING IS FIGUROUTABLE

Na tę książkę Marie Forleo czekałam najbardziej, na serio. Zamówiłam ją w przedsprzedaży, apotem czekałam chyba z 6 tygodni, bo zanim był start, a zanim do mnie przyleciała to trochę jednak minęło.

Marie – jeśli jej nie znasz to koniecznie daj sobie szansę. Jedyna przeszkoda to język, bo ona jest tylko inglisz. Ale! To nie musi być przeszkoda, może być motywacja do nauki, jeśli wiesz o czym mówię. Z tym językiem angielskim to dosłownie jak z odchudzaniem – #kiedyśsięzatoweźmizm.

Piękna książka, z pięknym przesłaniem – przekonaniem. Tym właśnie jednym, którego potrzebujesz, aby iść tam, gdzie chcesz iść, a nie stać jak jakaś ameba. Czyli, że wszystko jest rozwiązywalne, wszystko jest do zrobienia, że potocznie mówiąc da się, albo raczej ja bardziej lubię, że dasz sobie radę. Ale wiesz naprawdę nie na zasadzie zawsze możesz wszystko – bo z tym się akurat Marie nie zgadza, ani ja też się z tym nie zgadzam, bo nie zawsze.

Marie przeprowadzi Cię przez piękny proces odzyskiwania czasu. W taki typowy dla siebie, trochę przekorny sposób powie Ci dlaczego nie masz czasu i na co go wydajesz. Rozprawi się z wymówkami: nie mam czasu, nie mam pieniędzy, nie wiem jak to zrobić. Każdy rozdział kończy się „Insight to action challenge”, czyli pytaniami, ćwiczeniami i wszystkim tym, co pomoże Ci przenieść to, o czym czytasz do swojego życia.

No więc to by było na tyle. Dziękuję Ci jeśli wytrwałaś do końca. Koniecznie daj znać w komentarzu jak Ci się czytało i po którą książkę sięgniesz jako pierwszą 🙂

Wyglądaj i czuj się tak, jak chcesz i miej fajnie życie!

Ela Sawicka

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments