Hej, jestem Ela i jestem dietetyczką 🙂

tutaj znajdziesz moją osobistą historię o tym jak sama schudłam 17 kg i utrzymuję wagę już ładnych parę lat. Możesz ją obejrzeć lub przeczytać.

Moje wykształcenie, szkolenia i wszystkie „twarde dane” znajdziesz na TEJ STRONIE.

Odtwórz wideo

Jeszcze w 2012 roku ważyłam 69 kg przy wzroście 159 cm, a centymetr pokazywał mi 88 cm w talii (to już u kobiet otyłość brzuszna według wskaźnika WHR).

 Długo nie widziałam w tym problemu, ponieważ w mojej rodzinie od pra pra babek – wszystkie kobiety mają nadwagę. Idealna wymówka – geny!  

 

A ja całe życie byłam raz większa, raz mniejsza, ale zawsze taka „waciasta”, daleko mi było do sylwetki z zarysowanymi mięśniami. 

 

Oprócz nadwagi męczyła mnie długa lista dolegliwości z przewodu pokarmowego (wzdęcia, gazy, zaparcia, uczucie przelewania w brzuchu, odbijanie), migreny, huśtawki nastroju (PMS!), spadki energii. No ale zgodnie z trendem – albo na wszystko była tabletka albo „taka moja uroda”! 

 

To wynikało oczywiście z braku świadomości, braku wiedzy i wszechobecnej bierności.

Pewnego dnia (w trudnej dla mnie osobistej sytuacji) – coś we mnie pękło i poczułam, że chcę czuć się inaczej.

Wierzę, że każdy ma taki moment (albo niebawem nadejdzie!) bo to niezbędne, żeby coś zaczęło się zmieniać. I na każdego podziała co innego.

 

Jakby to było wczoraj pamiętam jak koleżanka pomagała mi się wydostać (dosłownie!) z wyszczuplającego gorsetu na imprezie i jej słowa:

 

Elka, Co ty ze sobą zrobiłaś?

 

No dobra!

I tak zaczęła się moja droga do zdrowej, szczupłej sylwetki...

Najpierw trafiłam na słynny „Skalpel” Ewy Chodakowskiej (a w zasadzie podesłała mi go przyjaciółka). 

 

Zaczęłam ćwiczyć. Nie postawiłam sobie żadnego celu, twierdziłam że nigdy nie zmienię sposobu odżywiania. Pierogi, kluski, makarony to było to!

 

Od samych ćwiczeń schudłam w ciągu 3 miesięcy pierwsze 5 kg. Po jakimś czasie ta sama koleżanka, która wyswobodziła mnie z gorsetu umówiła mnie ze swoją siostrą – dietetykiem. 

 

Najpierw wzięłam się za regularne posiłki, niezależnie od tego co jadłam (a jadłam głównie hot dogi na stacji, bo szybko!) – starałam się wprowadzić jakiś rodzaj dyscypliny. Potem zamieniłam napoje na wodę, było ciężko, bo od zawsze piłam nestea i nie widziałam w tym nic dziwnego. I naprawdę myślałam, że mnie nawadnia. 

 

Ograniczyłam słone przekąski, bo było ich dość sporo i słodycze, na które jakoś szczególnie nie chorowałam. Ale przejść obojętnie obok kinder bueno???

 

Nauczyłam się.

Zwrot akcji i poznanie najważniejszej osoby w moim życiu …

W maju 2013 roku ląduje na małej wyspie na Malediwach…

 

Moja przyjaciółka zgubiła paszport i zdecydowałam się lecieć sama, choć dobrze że nie wiedziałam dokąd lecę. Zero alkoholu i zero galerii, czyli moich ulubionych rozrywek, w które uciekałam. 

 

Tylko ja, przepiękna, zapierająca dech w piersiach przyroda i … ja. 10 dni, z których trzy pierwsze praktycznie przewaliłam na użalanie się nad sobą, że jestem sama, nikt mnie nie chce i że słabo działa wifi. 

 

Czujesz? 

 

Jak teraz o tym pomyślę to wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i po prostu miałam znaleźć się sama w tym miejscu.

 

Poznałam tam pewną Niemkę, bardzo dojrzałą i doświadczoną przez życie kobietę. Kiedy wysłuchała mojej historii i wszystkich tych żali – powiedziała krótko: Wrócisz i odnajdziesz miłość swojego życia. Ale jest jedna rzecz, którą musisz zrobić najpierw. I myślę sobie: ta jasne, pewnie wyć do księżyca! 

 

Jej słowa zapadły gdzieś we mnie bardzo głęboko: 

"Musisz najpierw sama siebie pokochać tak, jak pragniesz być kochaną."

Na początku się zirytowałam, no bo przecież siebie kocham – ciuchy, kosmetyki, same dobra, winko i te sprawy – no miłość jak nic! Ale potem zaczęło do mnie docierać, że szukam kogoś, kto zapełni we mnie pustkę. Że wcale siebie nie znam i wkurwiłam się, że muszę sama ze sobą te 10 dni spędzić. 

 

Tam się zaczęła najdłuższa i najbardziej fascynująca podróż mojego życia, czyli odkrywanie siebie. To jest podróż, z której nie chce się wracać, ona jest celem sama w sobie.

 

A potem już poszło, bo z zaczełam zauważać w tym SIEBIE…

 

Moje samopoczucie zaczęło się zmieniać. Zaczęłam się zmieniać JA. Nie tylko moje ciało. 

 

Nadal jednak byłam zagubiona, nie wiedziałam co jeść, jak jeść. Wtedy potrafiłam ugotować jajko i zagotować wodę na herbatę. Byłam singlem i nie czułam potrzeby dbania o siebie. Przynajmniej nie w ten sposób. Dbanie o siebie przejawiało się wtedy zakupami – nowe ciuszki i kosmetyki dodawały otuchy! Cały czas powoli sobie ćwicząc – zaczęłam zgłębiać tajniki żywienia. Przeszłam przez wiele mniej lub bardziej skutecznych schematów, ale dopiero dziś rozumiem, że moim głównym celem jest zdrowie, a nie talia osy. Że każdy jest inny. 

 

Wykupiłam pierwszą dietę online – rzekomo spersonalizowaną – ale dziś wiem, że to był kolejny schemat. Jednak pomógł mi trochę uporządkować sprawy. Po kilku miesiącach ważyłam już 60 kg. 

 

Brnęłam dalej! Zafascynowało mnie ludzkie ciało. 

Wtedy właśnie kiedy skupiłam się na sobie, kiedy coś zajęło moją głowę – poznałam mojego męża.

Niesamowite jest to jak jedna zmiana pociąga za sobą drugą, druga kolejną, kolejna – kolejną. Tak to działa. 

 

Zaczęłam więcej ćwiczyć – dziś też wiem, że im więcej tym NIE lepiej!

 

Długa droga … Odstawiłam kilka składników – poprawiła się cera.

 

To była długa droga błądzenia, fiksowania się, poszukiwania, próbowania. 

 

Dziś wiem trochę więcej i wiem ile jeszcze jest wiedzy do zdobycia… Wypracowałam swój styl. 

Dzisiaj

ważę 55 kg i czuję się świetnie w swoim ciele. 

 Zajęło mi to więcej niż rok. 

 

Nie mam żadnych dolegliwości z przewodu pokarmowego, i choć moja tarczyca nie zawsze pracuje tak jakbym sobie tego życzyła – czuję się świetnie, bo nauczyłam się z nią współpracować a nie walczyć. 

 

Nauczyłam się słuchać swojego organizmu i mam do niego ogromny szacunek. Natura jest najdoskonalszym nauczycielem.

Dzisiaj wiem, że nie tylko żywienie ma znaczenie. Uczę kobiety jak chudnąć bez spiny i zbędnych poświęceń i jak żyć zdrowo po swojemu, bez żadnych schematów i rozpisek.

Co mówią klientki

Na pytania mojej społeczności odpowiadam, nagrywając podcast BEZ LUKRU. Posłuchasz w nim o odchudzaniu bez spiny i zbędnych poświęceń i zdrowSZym stylu życia po swojemu, bez przymusu.
Chodź posłuchać 🙂