Ten wpis będzie, powiedzmy, lajfstajlowy. Bo właśnie wysiadł mi internet i nie mogę dokończyć zaczętego projektu, haha. Więc postanowiłam podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami i odczuciami na temat tego jak się pracuje u siebie i dlaczego wyobrażałam to sobie inaczej ?! I dlaczego w ogóle taka forma działalności mnie kręci? Może Cię zaciekawi, zainspiruje albo pomoże podjąć decyzję.

W zasadzie to nie wiem od czego zacząć – tak dużo mam przemyśleń po tych 50 dniach. Tak, dokładnie 1 lutego stałam się swoją szefową i uwierz mi – niezła z niej suka momentami.

I do przemyśleń skłonił mnie pierwszy większy kryzys, a że pisanie oczyszcza głowę no to nie ma co się zastanawiać. Spotykam się z takimi pytaniami – że dlaczego nie gabinet, że co to w ogóle sobie wymyśliłam, że dziwnie, czy to oby na pewno profesjonalne – tak przez internet?

Otóż już mówię – bardzo ważną wartością jest dla mnie wolność – rozumiana tak, że jestem obywatelem świata i mogę pracować z każdego miejsca na ziemi. I oczywiście prowadzę konsultacje jeden na jeden i moja działalność nie opiera się TYLKO na online, ale daje mi to poczucie takiej swobody (albo dopiero mi da jak zacznę opłacać swoje rachunki sama!). I nie wymyśliłam sobie tego wczoraj, od zawsze gdzieś to we mnie było – dlatego nie gabinet!

Dlatego jeszcze, że nie widzę siebie w fartuchu, formalnie, za biurkiem.

Ponieważ daję o wiele więcej niż dieta moim klientkom. No ale dobra, do sedna!

No więc kolorowo nie jest, chociaż raczej wszystkim z boku wydaje się, że jest kolorowo. Ale wszyscy z boku nie widzą hektolitrów łez wylanych z braku sił, nie widzą potężnej pracy nad samodyscypliną, bez której żaden biznes się nie uda (serio, to jest dla mnie najtrudniejsze!), nie słyszą kurew i hujów, bo po raz kolejny coś się spieprzyło, nie widzą poczucia winy, że znów za długo siedziałaś przy kompie, no i w zasadzie mogłabym wymieniać a wymieniać.

Bo czasem wrzucę zdjęcie z knajpki – dosłownie ułamek, wycinek życia – i taki obraz jest zachowany. Tymczasem taką knajpkę mogę sobie zaplanować raz na dwa tygodnie, a karnet na pilates na tę chwilę zajęła opłata za komputer. I jakby miałam tego wszystkiego świadomość, ale chyba nie tak dobitnie. Więc trochę improwizuję, bo absolutnie nie byłam przygotowana na to wszystko w takim stopniu.

I tak sobie myślę, że tutaj często ludzie się poddają. Bo trzeba włożyć masę pracy w swój produkt (czymkolwiek by nie był), ale do tego dochodzą jeszcze rachunki, faktury, cały marketing, praca nad stroną internetową, nad sklepem czyli cała masa rzeczy na których albo musisz się poznać, płacąc swoim czasem albo musisz komuś zapłacić, żeby Cię nauczył, albo – jeśli wolisz – zrobił to za Ciebie. Często widzę, że no jest produkt, ale ta cała masa innych, równie ważnych aspektów to już no, nie za bardzo.

To są codzienne decyzje i wyszarpywanie czasu dla siebie i dla rodziny. O rany brzmi jak na jakimś ringu, wiesz no właśnie wszystko zależy od Twojego podejścia i nastawienia. Ale nie – nie wszystko! Co mi po super nastawieniu jak wciąż będę urządzać mesendżerowe pogawędki zamiast skupić się na pracy? Mam wrażenie, że człowiek to jest stworzony do tego, żeby się rozpraszać, hahaha. No tutaj nie ma szefa, który Cię upomni ani tabelki, w której wyświetlisz się na czerwono na znak – weź się do roboty.

Tutaj dopiero poczułam, że BYĆ W PRACY a PRACOWAĆ to są dwa totalnie różne kontynenty! Totalnie!

Tylko tutaj płacą tylko za pracowanie, a nie za bycie w pracy.

I przychodzą takie dni kiedy masz świadomość tego, że no nawet ten Rzym nie od razu zbudowali, że nic się nie dzieje przez noc, a jednak dopada Cię jakieś beznadziejne poczucie straty – bo nie wiadomo co z wakacjami, bo nie można wyskoczyć na weekend, bo nie ma kasy na rozbijanie się po knajpach i kupowanie nowych, sześćdziesiątych siódmych butów! I pomimo tego, że masz ogromne wewnętrzne przekonanie, że jesteś we właściwym miejscu i już nie wyobrażasz sobie żadnego innego miejsca, i wiesz, że to wszystko zapracuje i będą wakacje i weekendy i nawet te zasrane buty – to mimo wszystko takie dni jak dziś są naprawdę trudne. Zwłaszcza jak miało się ciepły, dobrze płatny etat. Wtedy dopada Cię dużo więcej troli. W ogóle przy każdej okazji te trole tylko się czają, żeby Ci zrobić pranie mózgu. I kiedy prosisz znajomego o opinię o czymś co stworzyłaś, a on zdawkowo odpowiada „potem zobaczę” i potem się już nie odzywa to zaraz myślisz sobie – no tak, gdzie ja i z czym ja do ludzi, przecież to jakieś niepoważne, nie to co zebranie zarządu czy wyjazd firmowy.

I robisz się malutka.

Ale na szczęście możesz zadzwonić do koleżanki po fachu (albo takiej nie po fachu), która zawsze wyprostuje Ci głowę. Warto zadbać o takie osoby w swoim otoczeniu.

Albo jak zostajesz w pracy po godzinach, jeździsz na wyjazdy firmowe to spoko – nikt Ci nic nie powie, ale jak robisz takie same nadgodziny u siebie, żeby zamknąć jakiś projekt, a przecież jeszcze nie zarabiasz nawet połowy tego co wtedy – to już masz łatkę „pracoholika” – no bo za długo przy tym wszystkim siedzisz, zdecydowanie powinnaś mniej! Zdecydowanie to się nie przekłada na pieniądze.

Praca w domu jest też zagrożona tym, że najpierw w sumie zrobisz milion rzeczy, które nie mają znaczenia, a potem popracujesz. Jakoś mam wrażenie ta praca w domu jest odbierana tak bardzo luźno – no masz dużo międzyczasów, można przecież sprzątnąć, ugotować, wyczyścić kuwetę. No bo to jest tak, że nagle te rzeczy się same nie robią przecież (ale by była bajunia, hahahahah).

I masz też takie poczucie winy, że już nie wisisz pół dnia na słuchawce obgadując Jolkę (ale to akurat dobrze robi na głowę, haha!), że nie udzielasz się w grupowych dyskusjach na fejsie. Trochę masz na początku takie poczucie wykluczenia czy coś?!

W ogóle zaczęłam mieć coś takiego, ze fejs to dla mnie też praca i totalnie przestałam mieć parcie na dzielenie się taką totalną prywatą – odkąd zadałam sobie pytanie – w jakim celu. Bo wyszło mi, że w celu szukania akceptacji, czy jak to mawia mój mąż – poklasku. Przestałam chcieć udowadniać innym, że moje życie jest zajebiście ciekawe, bo czasem przecież nie oderwę tyłka od biurka przez kilka godzin. Moje życie jest zajebiście ciekawe dla mnie, bo ja je takim postrzegam i tego nie muszę absolutnie udowadniać dziubkami ani selfikami z imprez z przyjaciółmi (tak, też wciąż się zdarzają, dasz wiarę?).

Czego jeszcze musiałam się nauczyć? Gadania o kasie!

O tak – to jest absolutnie mało seksi, zwłaszcza w zawodzie, w którym pomagasz innym uchodzi to za takie „nie przystoi”. Kiedy dajesz dużo wartości za darmo i ludzie oczekują od Ciebie więcej i „no jak to, jakie pieniądze?” No ale życie to życie – jak to powiedziała mi dziś koleżanka – wdzięcznością rachunków nie zapłacisz ani się nie najesz. A to musisz robić, po prostu. Więc wdzięczność jest absolutnie mega fantastycznym dodatkiem do pensji, ale o to trzeba zadbać, żeby sobie tę pensję zapewnić. A ja lubię pieniądze. I odkąd zmieniłam swoje przekonania na ich temat, po prostu czuję się dobrze wyceniając swoje usługi lub produkty. Znam też swoją motywację do zarabiania pieniędzy – czyli moje „po co” i „dlaczego”.

W ogóle uważam, że to są pytania, które zmieniają życie 🙂 Tylko trzeba chcieć podrążyć, a to zdecydowanie trudniejsze niż ciepły kocyk i serial.

Musiałam zapoznać się z powiedzeniem „progres nie perfekcja” i stanąć do walki z całą masą swoich lęków. I to też jest do wyważenia – nie interesują mnie jakieś usługi, byle jakie materiały – wszystko musi być idealnie dopracowane, ale znów – nie perfekcyjne, bo w ten sposób nigdy nic by nie powstało.

Musiałam nauczyć się prosić o pomoc i wsparcie w moim biznesie, co też mi łatwo nie przychodzi. Ale czasem warto nie zgrywać Himenki, zresztą w ogóle w życiu to dużo ułatwia.

No, całkiem długi tekst mi wyszedł. Wierzę, że trafi tam gdzie ma trafić i wtedy, kiedy ma. Wszystko, absolutnie wszystko ma swoje plusy i minusy, a w ogólnym rozrachunku musisz czuć, że CHCESZ i że WARTO. Musisz wiedzieć po co to robisz i dlaczego, no – znów te pytania 🙂

Więc czy jestem radosna co dnia? Absolutnie nie!

Czy jestem szczęśliwa – absolutnie tak!

Dobrego Pierwszego Dnia Wiosny 🙂

 

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Ela SawickaKasiaHania Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hania
Gość
Hania

Ela dziękuję ???

Kasia
Gość
Kasia

Ela, robisz świetną robotę! I tak trzymaj dalej. Ja trzymam za Ciebie kciuki. Buzia.
A za parę lat będę mówić: Tak, to ta Ellsa z bloga, ja ją znam 😀 :P.