Czytam i czytam o tym stresie i nadziwić się nie mogę. No i czasem mam takie myśli, że chciałabym jak ten lew i jak ta zebra – żyć teraz. Nie wczoraj ani nie jutro. Ani nie za miesiąc, ani za parę lat. I bardzo się staram, ale jakoś człowieczy mózg uwielbia wyprawy w stylu „mogłam to”, „mogłam tamto”, „co będzie gdy” czy „oni pewnie pomyślą to”. Nie tak całkiem dawno usłyszałam:

„Słuchaj, bez sensu tak zwalać wszystko na ten stres! Przecież zwierzęta w naturze też żyją w stresie. I to jeszcze jakim – przecież mogą zostać w każdej chwili zjedzone!”
Ze wszystkim się zgadzam – bez sensu w ogóle zwalać wszystko na cokolwiek! No i jasne, zwierzęta przeżywają stres. Ważne słowo i ogromna różnica.

Przeżywają.

Nie żyją ani w nim ani nim. No i to nas właśnie gubi. Nasz mózg i jego wycieczki, martwienie się „na zapas”. Kurczę, na zapas to powinniśmy kupować olej kokosowy w dobrej cenie, a nie się martwić, zgodzicie się?
No właśnie. Tylko, że nie jest to proste dla człowieka. No nie wyobrażam sobie zebry, przechadzającej się w słońcu, z myślami w stylu:

Jej, mogłam wczoraj pójść wcześniej spać, miałabym więcej siły
Jej, mogłam iść w inną stronę, pewnie uniknęłabym lwa
Jej, ciekawe gdzie dziś są lwy, na pewno będę musiała uciekać
Jej, na pewno dziś wyglądam gorzej niż inne zebry
Co pomyślą o mnie inne zebry, muszę się postarać, żeby mnie lubiły!!
Jej, na pewno lew mnie dziś dopadnie
A jak nie dziś – to na pewno jutro, to straszne
I w ogóle dlaczego jest tak gorąco, mogłoby trochę popadać!

Przekomiczne. Organizmy ssaków są doskonale przygotowane do radzenia sobie ze stresem, który pojawia się w chwili zagrożenia i mija z chwilą, kiedy mija owo zagrożenie. Jednak zdecydowanie gorzej sprawy się mają, kiedy właśnie w tym stresie żyjemy. Że rata, że plan sprzedażowy, że praca nie taka, że partner nie taki, że pogoda nie taka, że Kowalscy mają lepsze auto, że nie ma kasy, że jest za mało kasy, że zmarszczki, że cellulit, że egzamin, że rozmowa kwalifikacyjna. Nie chce mi się dalej wymieniać, ale pewnie złapaliście się na tych wycieczkach w przeszłość albo przyszłość, kiedy wizualizujemy sobie jakieś konkretne sceny. I przeżywamy prawdziwe emocje z tym związane. I bynajmniej nie chodzi o przypływ złości, spowodowany tym, że sąsiad zastawił Ci auto (choć pewnie wiele z nas będzie żyło tym pół dnia jak nie cały- w tych złych emocjach), chodzi głównie o stres przewlekły, taki właśnie w którym żyjemy. Tylko ludzie mają zdolność do tkwienia w nieudanych związkach czy wykonywania nielubianej pracy. Zwierzęta w naturze nie żyją sfrustrowane. I dlatego właśnie mają lepiej. Dlatego lepiej ma zebra i lepiej ma lew. Spędzam dużo czasu w samochodzie i – uwierzcie mi – zachowania ludzi aż ociekają we frustrację! Stres jest potrzebny, daje kopa, motywuje do działania i z takim stresem nasz organizm doskonale sobie radzi. Ale pobudzany do pracy cały czas współczulny układ nerwowy to prawdziwy problem. Jak w dość zabawny sposób pisze w swojej książce Sapolsky: „Ile hipopotamów zamartwia się tym, czy ich ubezpieczenie społeczne będzie ważne do końca ich życia lub tym, co mają powiedzieć na pierwszej randce? Patrząc z perspektywy ewolucji, przedłużający się stres psychologiczny jest w królestwie zwierząt wynalazkiem nowym, w dużym stopniu ograniczonym do ludzi i innych naczelnych, żyjących w społecznościach. Umiemy doświadczać niesamowicie silnych emocji (prowokujących nasze ciała do podnoszenia towarzyszącego im larum), wywołanych jedynie myślą.(…). Człowiek może nie robić nic bardziej ekscytującego niż podpisanie kawałka papieru: ale jeśli właśnie złożył podpis pod dokumentem zwalniającym z pracy, po wielu miesiącach knucia i podchodów, znienawidzonego przeciwnika, to jego reakcja fizjologiczna będzie szokująco podobna do tej stwierdzonej u pawiana zamieszkującego sawannę, który właśnie rzucił się na przeciwnika i wymierzył mu cios w sam środek pyska, zadając głęboką ranę. A jeśli komuś przez długie miesiące wywracają się wnętrzności z powodu lęku, złości czy napięcia, spowodowanych problemami emocjonalnymi, to ma duże szanse, że doprowadzi się do choroby.”

Więc – tak, stres zabija, gdybym chciała posługiwać się modnymi, chwytliwymi hasłami.

I nie chodzi o to, żeby coś na niego zwalać, ale musimy mieć świadomość tego, jak mocno wpływa on na nasze zdrowie! Dla większości dzikich zwierząt – albo kończy się stres, albo ich życie. Więc mając już tą świadomość – warto popracować nie tylko nad planem żywieniowym, ale również nad tym ważnym elementem zdrowia. Nie ma takiej możliwości, żeby pozostać zdrowym, żyjąc w ciągłym stresie, stosując nawet najwspanialszy plan żywieniowy i biegając maratony (które też są dla organizmu stresem, taj baj de łej!). Zdaję sobie sprawę, że jako ludzie nie możemy tak samo jak zebry i lwy przewidywać nadejścia kłopotów w ciągu nadchodzącej minuty, a tym samym nie przeżywać stresu z powodu zdarzeń, które wystąpią kiedyś w przyszłości. Ale mając już tą wiedzę, możemy dużo zmienić!

I jak już tak o tych lwach i zebrach (był też hipopotam!) – chwalę się kolekcją zdjęć, które dane mi było wykonać osobiście, podczas podróży do Republiki Południowej Afryki. Dzikie zwierzęta są niesamowicie intrygujące!

Jeśli uznasz ten wpis za przydatny – puść go proszę dalej w Świat – niech się czyta!
Życzę  dużo wewnętrznego spokoju!

Ela

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o