Blog BEZ LUKRU Odchudzanie - psychodietetyka ZdrowSZy styl życia bez spiny

Zjadłam spaghetti – czy to koniec zdrowego życia?

Po tygodniu nieobecności do domu wraca mój mąż i wiem, że marzy mu się wręcz spaghetti. Ja w sumie też bym zjadła coś dobrego. Idę do sklepu – kupuję dobrej jakości, pełnoziarnisty makaron z pszenicy durum i mieloną wołowinę. Czy to koniec zdrowego życia?

Absolutnie nowy początek. Osobiście uważam, że wszelkie kukurydziane zamienniki spaghetti (często niestety kiepskiej jakości) – mogą bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Pomimo tego, że mają znaczek z przekreślonym kłosem. Nie mam celiakii i od czasu do czasu mamy po prostu ochotę na coś takiego ekstra. Na co dzień nie zajadam się pszenicą. Ani wołowiną zresztą.

No dobra, ale żart sytuacyjny.

Jadę po męża, hurra, już jest! Pyta mnie po drodze co do jedzenia. No więc mówię, że komosa ryżowa z indykiem i warzywami. I ja widzę jego minę. Jemy na co dzień zdrowo, nie wydziwiamy i nie wariujemy. Lubimy komosę, indyka i warzywa. No ale dziś jest ten dzień, kiedy ewidentnie brzuch chciałby poczuć coś innego. Wracamy do domu – czeka na niego spaghetti z wołowiną i cukinią. Jego mina i reakcja bezcenna.
Kochamy jeść, no. Zdrowo. Ale nie świrujemy z zamiennikami. Mam świadomość tego, że zdrowe życie tego właśnie potrzebuje.

Swobody, trochę luzu w gaciach.

A nie wiecznie czystej miski i myślenia o tym co czym zamienić, żeby było zgodnie z trendami. Żeby czasem nie stało koło glutenu, bo obiadu nie będzie.
Każdy jest inny, wiadomo. Od zawsze to powtarzam. Ale obserwuję dziś u wielu osób coś czego sama doświadczyłam. Stres związany z jedzeniem. Na spotkaniach towarzyskich, na wyjazdach (służbowych również), na wakacjach. Cały czas spięte pośladki w obawie przed niechcianymi składnikami diety, w obawie przed tym co ja będę jeść, o mamo może lepiej nie pojadę! Wiesz co, ja też lubię zadać czasem pytanie w budce z frytkami o olej na jakim je smażą. Zwłaszcza kiedy piszą, że belgijskie, a nie mają pojęcia o tym jak to być powinno. No nie lubię oszukaństwa i tyle – tak, przy frytkach belgijskich zawsze pytam, haha. Ale czasem luzuję szelki i żyję. Zwłaszcza na wakacjach. O to mi cały czas chodzi, żeby znaleźć jakiś swój (podkreślam – swój!) złoty środek. I jak idę się spotkać z koleżanką ze studiów, a ona też je zdrowo, nawet bardzo – to zamawiamy sobie ciacho i finał. Niekoniecznie bez mąki, bez jajek, bez cukru i bez niczego.

Absolutnie nie namawiam teraz do zajadania drożdżówek i zapijania colą. Są takie produkty, po które nie sięgam nigdy. Ale ja po prostu ich nie pożądam.

Namawiam do zrównoważonego, pozbawionego strachu sposobu żywienia.

Bo u mnie ten stres robił więcej szkody niż pół pizzy na prawdziwym pszennym spodzie. Więc może warto się temu przyjrzeć?

Żyj, nie wariuj i dbaj o siebie najpierw!
Ściskam,

Ela

Jeśli uznasz, że warto – udostępnij na swoim Facebooku albo podeślij znajomym! Dziękuję! Miło wiedzieć, że to czym się dzielę ma dla Ciebie wartość 🙏

0 0 votes
Article Rating

Rekomendowane dla Ciebie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x